![]() |
|
|
żelazne zęby2006-12-04 20:18:22Dawno, dawno temu w czarnej wieży na skraju lasu mieszkała mała dziewczynka. Las był wielki, gęsty i mroczny. Mieszkały w nim gotujące ludzkie mięso w kotłach czarnownice i wielkie, czarne koty. Po zagajnikach biegały wilkołaki a szare pająki snuły kleiste, grube sieci pomiędzy gałęziami drzew. Nad wielkim, mrocznym lasem nigdy nie wstawało słońce. Na niebie usłanym kropami błyszczących i zimnych gwiazg królował tylko księżyc. Był wielki i pyzaty a w jego świetle wszystko wyglądało jak pokryte perlistą rosą. Dziewczynka rzadko wychodziła ze swojej wieży. Nikt jej nie pilnował i nikt nie zabronił jej wychodzić. Wychodziła więc na zewnątrz, zamykając wielkie drzwi do wieży na srebrny klucz. Zawieszała go sobie na szyi gdyż był on tak duży, że mogła zmieścić głowę w dziurkę od klucza. Pod wieżą rozpościerał się niewielki cmentarzyk pełen krzywych krzyży i próchniejących nagrobków. Rosły tam chwasty, zioła i kaczeńce. Dziewczynka zbierała tam rośliny z których później gotowała cienką zupę. Zupy zwykle nie starczało, bo musiała nią nakarmić kota Nepomucena, szczura Yblega i pajęczycę Klarę. Dziewczynka była zawsze, zawsze głodna. Wiedziała, że musi nakarmić swoich pupili bo jeśli nie nakarmiła choć jednego z nich to zakradał się on nocą do jej łóżka i wysysał z jej małego palca u nogi odrobinę krwi. Kiedy nad mrocznym lasem i czarną wieżą zapadał zmierzch, pełniący w tej odległej krainie rolę dnia, dziewczynka wchodziła na sam szczyt wieży i patrzyła na świat przez niewielkie okienko bez krat. Było zaś na co popatrzeć - aż po horyzont ciągnęły się czubki czarnych drzew by zatonąć wreszcie w gęstej mgle. Pewnego dnia, kiedy dziewczynka zbierała zioła na kolejną zupę na cmentarzyk pod wieżą podeszła zgarbiona staruszka. Starowinka była maleńka i miała świecące, małe oczka. Opierała się na cienkiej, wątłej laseczce i zdawała się patrzeć czujnie na małą dziewczynkę. - Co tu robisz, moja malutka? - spytała staruszka skrzekliwym głosem. - Zbieram zioła na cienką zupę dla mnie, kota Nepomucena, szczura Yblega i pajęczycy Klary - odpowiedziała dziewczynka. - A dasz mi troszeczkę? - Nie mogę babciu, bo inaczej nie starczy dla wszystkich. A jeśli nie starczy dla jednego z moich pupilków to ten, którego nie nakarmię zakradnie się w nocy do mojego łóżka i wyssie mi z małego palca u nogi odrobinę krwi. - Daj mi tylko troszeczkę - poprosiła babcia. - A jeśli dasz mi choć kropelkę, to dam ci w zamian moje żelazne zęby. - A po co mi twoje żelazne zęby, babciu? - zdziwiła się dziewczynka. - Dawno temu dostałam je od dobrego staruszka, zwanego Świętym Mikołajem - wyznała staruszka. - To bardzo mocne zęby i jeśli któryś z twoich pupilków będzie chciał cię ugryźć w palec u nogi, to pogryziesz go nimi na pół! Od słowa do słowa - i dziewczynka zgodziła się poczęstować starowinkę. Babuleńka wypiła tylko kropelkę zupy i zanim odeszła, zostawiła żelazne zęby. Tej nocy, dziewczynka zostawiła resztkę zupy dla swoich ulubieńców i poszła do łóżka. Tuż przed snem założyła żelazne zęby i przejrzała się w pękniętym lusterku. Kiedy odchyliła wargi, wyglądała naprawdę upiornie. Żelazne zęby ledwo mieściły się jej w ustach cieszyła się więc na myśl, że teraz już nikt nie wyssie jej odrobine krwi z palca u nogi. Położyła się do łóżka i zgasiła świecę. W środku nocy na dworzu rozpętała się burza. Wiatr łamał czarne drzewa, uderzały błyskawice. Na cmentarzyku spacerowały przezroczyste dusze zmarłych. Dziewczynka spała jednak jak zabita. W lesie chichotały wilkołaki i wyły stare wiedźmy. Czarne wiewiórki łupały orzechy. Dziewczynka spała jednak jak zabita. Skrzypiała brama od cmentarza, wiatr uderzał drzwiami od wieży. Piszczały źle naoliwione zawiasy. Dziewczynka spała jednak jak zabita. Nagle - szur, szur! Szur, szur - to ktoś szedł korytarzem wieży, stąpał po maleńkich schodkach na górę. Czy był to kot Nepomucen? Czy był to szczur Ybleg? A może pajęczyca Klara? Złowrogi cień nachylił się nad dziewczynką. Ale była ona sprytna i nie otworzyła nawet oczu. Cień nachylił się cicho oddychając. Myślał, że dziewczynka śpi mocnym snem. Kiedy nachylił się jednak bardziej, dziewczynka rozchyliła lekko wargi i przejechała językiem po wielkich, żelaznych zębach. Nie mogła się doczekać, aż cień przysunie się bliżej. Uderzyła błyskawica, przez las przetoczył się grom. A dziewczynka szarpnęła się do przodu i z całej siły ugryzła napastnika. W ustach poczuła smak kwaśnej krwi i usłyszała nieludzki wrzask. Nie zwlekając szybko zeskoczyła z łóżka i zapaliła świecę. Obok łóżka leżał ciemny kształt. Niestety nie był to kot Nepomucen. Niestety nie był to szczur Ybleg. Niestety nie była to pajęczyca Klara. Na ziemi leżał piękny królewicz z odgryzioną żelaznymi zębami twarzą. Zakradł się w nocy do dziewczynki, gdyż chciał ją obudzić pocałunkiem. Biedna dziewczynka! Było jej bardzo smutno. Zachowała jednak żelazne zęby a kawałki twarzy królewicza dała do zjedzenia kotu Nepomucenowi, szczurowi Yblegowi i pajęczycy Klarze. Po raz pierwszy zwierzątka zjadły coś więcej niż tylko cienką zupkę. A ciało królewicza dziewczynka zakopała w cmentarzyku pod wieżą. Tak samo, jak wiele innych. skomentuj (2) |
|