Karzeł i diabeł

2006-12-12 14:22:53


Dawno, dawno temu za górami i lasami i przed pierwszą wojną od miasteczka do miasteczka wędrował wędrowny cyrk.

W cyrku był jeden stary słoń, wyliniały tygrys i wesoła małpka. Były tam tresowane myszy Mistrza Caligari. Były tam skaczące wysoko w górę pchły, znające się na matematyce. Był tam też maly konik na którym akrobacje wyczyniała śliczna woltyżerka. Dla dzieci wchodzących pod dach burego namiotu cyrkowego wyczyny woltyżerki były powodem do krzyków pełnych radości i oklasków. Patrząc, jak mały konik kłusuje dookoła areny cyrku a woltyżerka staje na jego grzbiecie dzieci zapominały o kupionych przed namiotem cyrkowym lizakach.

W woltyżerce zakochany był cyrkowy siłacz, łysy, o sumiastych wąsach. Siłacz stanowił prawdziwą atrakcję wieczoru! Pod koniec spektaklu woltyżerki wychodził na cyrkową arenę z żelaznym łańcuchem oplatującym całe jego ciało. Siłacz naprężał się i sapał a kiedy na szyi nabrzmiewały mu żyły, łańcuch pękał z głośnym trzaskiem. Wszyscy krzyczeli wtedy z zachwytu! Popatrzeć na ten wyjątkowy pokaz siły przychodził nawet dyrektor cyrku, o którym chodziły plotki że nie ma serca tylko tykający zegarek kieszonkowy.

Siłacz bardzo długo starał się o względy woltyżerki. Wychodził wczesnym rankiem ze swojego wagoniku, nazbierać dla niej pokrytych poranną rosą polnych kwiatów. A gdy cyrk zatrzymywał się w miasteczku wydawał swoje ostatnie monety na przepyszne czekoladki by zanieść je potem woltyżerce w pudełeczku z różową wstążeczką. Siadali później pod wagonikiem cyrkowym woltyżerki i patrząc na wstające słońce jedli czekoladki jedną po drugiej a woltyżerka wąchała zebrane przez siłacza kwiaty.

Nic co piękne nie może jednak trwać wiecznie. W woltyżerce był bowiem też zakochany paskudny, cyrkowy karzeł. Spał on jednak do południa i nigdy nie przyniósł jej polnych kwiatów pokrytych poranną rosą. Był także bardzo chciwy i nigdy nie kupił jej czekoladek w ładnym pudełeczku. Za to przez cały czas ją zaczepiał i nagabywał zapraszając do swojego cuchnącego alkoholem wagoniku. Jego marzeniem było by woltyżerka została jego żoną i aby razem urządzali alkoholowe libacje.

Pewnego dnia karzeł był tak nachalny i tak bardzo usiłował zwrócić na siebie uwagę, że woltyżerka powiedziała do niego ze złością:

- Daj mi wreszcie spokój, paskudny karle cyrkowy! Kocham tylko siłacza i zostanę jego żoną!
- Jeszcze zobaczymy! - zagroził karzeł i pomachał zaciśniętą pięścią. Ale nie zrobił nic więcej tylko wściekły poszedł do swojego wagoniku wypić butelkę śliwowicy.

Zapadła czarna noc. Niebo zakryły za dnia chmury i nie widać było gwiazd. O północy zerwał się wicher i niemal przewrócił rozbity cyrkowy namiot. Była to paskudna noc, w sam raz do paskudnych uczynków.

Karzeł nie próżnował. Gdy wicher szalał na zewnątrz jego małego, cuchnącego alkoholem wagoniku karzeł odnalazł starą księgę pokrytą ludzką skórą. Ukradł ją z wagonu dyrektora cyrku, który kupił ją dawno temu od szalonej czarownicy. Księga była bardzo niebezpieczna, gdyż zawierała sekret przywołania diabła.

Paskudny karzeł zapalił czarną świecę a małym nożykiem z czarną rękojeścią naciął sobie serdeczny palec. Kropla krwi kapnęła na srebrną misę migocząc rubinowo w płomyku czarnej świecy. Karzeł nie tracąc czasu otworzył zakazaną księgę i przeczytał zaklęcie.

Zaszumiało i zagrzmiało, na zewnątrz wagoniku karła zapadła nagle straszliwa cisza jakby wszystko umarło. Świeca zgasła, misa się przewróciła. Karzeł wrzasnął ze strachu i wyrzucił księgę z rąk. Nic to jednak nie dało, bo w wagoniku pojawił się diabeł. Wyglądał on tak okropnie, że serce zamierało a krew zamieniała się w lód. Miał głowę kozła, ciało człowieka, nogi osła i świński tylek z zakręconym świńskim ogonem. Jego oczy świeciły się na czerwono a owłosione łapy zakończone były czarnymi pazurami.

- Wezwałeś mnie - zabeczał diabeł. - Czego chcesz?
- Chcę żeby woltyżerka należała do mnie! - krzyknął karzeł zamykając oczy bo bał się patrzeć na diabła.
- Dobrze, niech będzie jak chcesz - zamiauczał diabeł. - Ale wszystko ma swoją cenę! Podpiszesz cyrograf, że jeśli woltyżerka będzie twoja oddasz mi swoją duszę!

Karzeł się zgodził. Ponieważ jednak był pełen nienawiści, powiedział:
- Dobrze, oddam duszę ale jeszcze pod jednym warunkiem!
- Jeszcze ci mało? - zaszczekał diabeł. - Czego jeszcze chcesz za swoją plugawą duszyczkę, która i tak będzie do mnie należała? Jest bowiem tak zepsuta, że nawet teraz czuję jak cuchnie!
- Najbardziej na świecie nienawidzę siłacza z naszego cyrku! - powiedział karzeł. - To on zabrał mi woltyżerkę! Chcę, żeby umarł!
- Niech i tak będzie - zaskrzeczał diabeł, po czym podpisali cyrograf. Karzeł nie spał potem całą noc.

***

Następnego dnia miało odbyć się wielkie przedstawienie. Cyrk był pełen dzieci i dorosłych. Stary słoń stawał na tylnych nogach, wyliniały tygrys gonił tresowane myszy, wesoła małpka żonglowała piłeczkami a pchły rozwiązywały najtrudniejsze matematyczne zadania. Mały konik woltyżerki dostał wysadzane cekinami siodło a siłacz wziął swój najgrubszy łańcuch.

Kiedy woltyżerka wyjechała na swoim koniku, na scenę wyszedł też siłacz. W trakcie jej występu założył na siebie najgrubszy łańcuch i zaczął się napinać, chcąc zerwać choć jedno ogniwo. Wszystkiemu przyglądał się zdenerwowany, paskudny karzeł.

Łańcuch był bardzo gruby i ciężki! W namiocie cyrkowym zaległa całkowita cisza. A siłacz naprężał się i naprężał... wydawało się, że zaraz pęknie! Na jego szyi pojawiły się czerwone, nabrzmiałe żyły. Nawet woltyżerka krzyknęła, żeby przestał. Ale siłacz nie dawał za wygraną. Nagle... rozległ się metaliczny łoskot. To pękł łańcuch! Ogniwa poleciały we wszystkie strony! Zwycięski siłacz uniósł ręce do góry.

Jego radość nie trwała jednak długo! Ustały krzyki zachwytu ze strony publiczności a w namiocie rozległ się jęk paskudnego karła.

Obok malego konika leżało martwe ciało woltyżerki. Jedno z ogniw rozerwanego łańcucha trafiło ją w głowę i zabiło na miejscu!

Siłacz widząc to krzyknął i w tym momecie pękło mu serce.

Nie był to jednak koniec! W namiocie powiało okropnym smrodem a na arenie pojawił się diabeł. Trzymał w łapach wielki słoik po konserwowych ogórkach. Podbiegł do ciała woltyżerki i nim ktoś zdążyłby powiedzieć "nie dla psa kiełbasa, nie dla kota szperka" pociął je pazurami na małe kawałeczki i upchał do słoika, który włozył w ręce przerażonego karła mówiąc:
- Teraz jest twoja!

Ludzie zaczęli uciekać z namiotu cyrku. Wybiegł z nimi i karzeł ścigany śmiechem diabła. Nie mógł wyrzucić słoika, bo ręce przyrosły mu do szkła. Biegł więc przed siebie dwa dni i dwie noce aż upadł i wyzionął ducha.

Siedzi teraz w piekle, owinięty płonącym łańcuchem i wciąż trzyma w dłoniach potworny słoik.



skomentuj (4)